sobota, 31 grudnia 2011

Dobrego Nowego Roku


Wszystkim czytelniczkom i czytelnikom, a w szczególności moim współredaktorkom życzę Dobrego Nowego Roku, aby jego ostatniego dnia móc sobie powiedzieć, to był cudowny Rok, szkoda, że odchodzi i życzyć sobie, aby był to najlepszy z dotychczasowych.

piątek, 30 grudnia 2011

Licho - czyli anioł z alergią na pierze:)

Poniższy tekst pojawił się na moim blogu już kilka miesięcy temu, ale ponieważ jednym z głównych bohaterów jest niezwykle sympatyczny aniołek wklejam go i tutaj:)

"Dożywocie" kupiłam już jakiś czas temu zachęcona entuzjastycznymi opiniami na różnych blogach oraz w BiblioNETce. I jak to u mnie najczęściej jest odłożyłam na półkę, bo miałam jakieś pożyczone książki, które trzeba był przeczytać na przedwczoraj a z własnymi nie ma pośpiechu. Ale wreszcie przyszła pora na zaznajomienie się z powieściowym debiutem Marty Kisiel. 
Konrad Romańczuk, wschodząca sława polskiej literatury dosyć niespodziewanie dziedziczy dom - położoną na odludziu Lichotkę. W testamencie jest co prawda mowa o jakichś dożywotnikach, jednak nimi się nowy właściciel specjalnie nie przejmuje. Zrywa z dotychczasowym miejskim życiem, z projektem na narzeczoną w osobie niejakiej Majki też zrywa, wynajmuje mieszkanie koledze i rusza do swojego nowego domu. Gdy jest już niemal u celu psuje mu się samochód, więc ostatnie dwa kilometry przebywa na piechotę w nieziemskim upale i wreszcie jego umęczonym oczom ukazuje się Lichotka - willa, raczej z tych pokracznych, ozdobiona dodatkowo gotycką wieżyczką. Przy bramie Konrad spotyka tymczasowego opiekuna obiektu - Szymona Kusego i jest to pierwsza i ostatnia w miarę normalna osoba związana z tym domem. Jak się bowiem okazuje w domu zamieszkuje Anioł Stróż kolejnych właścicieli o wdzięcznym imieniu Licho - uczulony na pierze, przez co wiecznie zasmarkany wielbiciel porządków, Szczęsny - dwustuletnie widmo panicza - samobójcy, romantycznego poety i mistrza robótek ręcznych, Krakers - pradawny potwór z otchłani, który uwielbia kulinarne wyzwania i karmi mieszkańców domu oraz Zmora - kocica, bez jakiegoś widocznego talentu za to z niezwykle ostrymi pazurami. Stan osobowy uzupełniają cztery utopce zasadniczo zamieszkujące w stawie ale nie gardzące też znajdującą się na parterze łazienką. 
Wszystkie te postacie to dożywotnicy Konrada, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że Romańczuk z natury rzeczy jest istotą śmiertelną zaś  tamci nie mają takich ograniczeń to może raczej on jest dożywotnikiem w Lichotce...

Dawno już się tak świetnie nie bawiłam przy czytaniu, a wybuchy śmiechu wstrząsały pogrążonym we śnie domem. Książka ma szybką akcję i sympatycznych bohaterów a napisana jest barwnym językiem. Widać, że autorka świetnie się bawiła tworząc kolejne komplikacje na które napotykają mieszkańcy Lichotki. Odkładając zakończoną lekturę czułam ogromny niedosyt - ja chcę jeszcze więcej przygód Licha, Konrada i Szczęsnego... Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Marta Kisiel wróci do swoich bohaterów i powstanie kontynuacja "Dożywocia".

Ale zanim to nastąpi serdecznie zachęcam do przeczytania tej książki - mam nadzieję, że po zakończeniu lektury pomyślicie podobnie jak ja - gdzie jesteś Lichotko? Tak chciałabym w tobie zamieszkać...                                                                                                                              

"Czas aniołów" - Iris Murdoch


"Czas aniołów" - Iris Murdoch oferuje nam jak zwykle wyrafinowane kobiety, ciamajdowatych facetów, w tle kilku prostaczków. W warstwie powierzchniowej to dramat rodzinny chwilami ocierający się o perwersję. Na drugim planie mamy filozofię: temat śmierci Boga (nie wiem, czy to ulubiony temat Iris, czy tylko ja mam takie szczęście, już raz musiałam zmierzyć się z tym tematem przy okazji "Przypadkowego człowieka"), nieco dziwne rozważania a aniołach (dla autorki anioły i demony to w zasadzie jedno) i temat kryzysu kapłańskiego. I dzięki temu ostatniemu motywowi książka ostro skręca - od rzekomej śmierci Boga, do zupełnie namacalnej śmierci człowieka. Najpierw duchowej, potem też fizycznej. W sumie - książka robi spore wrażenie.

sobota, 24 grudnia 2011

Anioły w kolędach

Kolęd i pastorałek z Aniołami w tle jest mnóstwo. W końcu to właśnie Anioł obudził śpiących pasterzy... A to trzecia, rzadziej wykonywania, zwrotka przepięknej kolędy "Lulajże Jezuniu" w wykonaniu Eleni. Tu Anioł, Aniołek - ale w innym kontekście.


Lulajże, pielkniuchny nasz Aniołeczku,
Lulajże,wdzięczniuchny świata kwiateczku.
Lulajże, Jezuniu, lulajże, lulaj,
A ty, Go Matulu, w płaczu utulaj.




Niech Anioły zawsze nad Wami czuwają! 


piątek, 23 grudnia 2011

Życzenia świąteczne

ANIOŁOWIE SIĘ RADUJĄ, POD NIEBIOSY WYŚPIEWUJĄ:
GLORIA, GLORIA, GLORIA IN EXELSIS DEO!

Wszystkim uczestniczkom, czytelniczkom i czytelnikom życzę zdrowych, rodzinnych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia.

Niech Wasze Anioły będą z Wami w ten piękny, magiczny czas.

Ja już otrzymałam swój anielski prezent, który jest mi szczególnie drogi, ze względu, na odległość, jaką przebył, aby do mnie dotrzeć i ze względu na osobę ofiarodawczyni, która, jak napisała w dedykacji, kiedy tylko go zobaczyła pomyślała o mnie. Prezent szukał mnie w Paryżu, a na skutek pewnego fatum musiał zostać nadany pocztą.
Teraz już zawsze będzie mi przypominał niebiański koncert, którego obie byłyśmy uczestniczkami. Dostałam książeczkę Spacer z Aniołem. To taka poetycko-fotograficzna podróż przez dwa przenikające się światy. Wielkie dzięki Hiena.. Życzę Ci radosnych, anielskich Świąt.
A wam życzę równie pięknych prezentów i równie drogich ofiarodawców.

czwartek, 22 grudnia 2011

Angelologia – Danielle Trussoni

Gdyby nie Anielskie wyzwanie zapewne nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę. Wyobrażałam sobie, że będzie to coś w rodzaju książek, jakich pełno na rynku, kolejny romans, w którym anioł zakochuje się w ziemskiej kobiecie i dla niej decyduje się zostać człowiekiem. Tymczasem Angelologia nie ma nic wspólnego z romansem, choć miłość i pożądanie odgrywają w niej niebagatelną rolę.
Autorka posługuje się biblijną przypowieścią i apokryficzną Księgą Henocha. To właśnie ta przypowieść i próba dopisania dalszego ciągu historii upadłych aniołów najbardziej mnie zainteresowała.
Przed potopem niebiosa zesłały na ziemię dwa zastępy aniołów; liczące po dwa kroć dwieście aniołów każdy. Zwano ich czuwającymi. Miały one sprawdzić, jak toczy się życie na ziemi. Przywódcą jednego zastępu był Szemichaza, który rozejrzawszy się po ziemi, postanowił odpocząć na wśród ludzi. Czuwający zamieszkiwali pośród dzieci Adama i Ewy. Pewnego razu ujrzał Szemichaza piękną kobietę, kąpiącą się w jeziorze. Postanowił związać się z nią i zasugerował, aby inni czuwający także wybrali sobie żony z ludzkich kobiet. Potomkami czuwających i ludzkich kobiet zostali nefilimowie. Byli piękniejsi, wyżsi i silniejsi niż ludzie. Z czasem ogarnięci żądzą władzy zaczęli wprowadzać swoje rządy na ziemi. Wówczas ludzie poprosili o pomoc Boga. Do walki z czuwającymi stanęli archaniołowie. Otoczyli czuwających kręgiem ognia i wtrącili do podziemnej jaskini. Oddzieleni od nieba i ziemi czuwający wzywali na ratunek swoje dzieci (nefilimów), te jednak nie przybyły. Wówczas Archanioł Gabriel, ulitowawszy się nad swymi upadłymi braćmi rzucił im Lirę, aby muzyka osłodziła ich niedole. Kiedy rozległy się dźwięki cudownej muzyki Archanioł zrozumiał, iż popełnił błąd. Dźwięki liry miały bowiem potężną i niebezpieczną moc.
Historia upadku aniołów powtarza się kilkakrotnie w różnych wersjach w powieści Trusoni, co jednak wcale mnie nie zniechęca, wręcz przeciwnie, czuję się nią zauroczona.
Powieść jest wielowątkowa, biblijne przypowieści przeplatają się z quasi naukowymi wyprawami, autentycznymi wydarzeniami (okres drugiej wojny światowej) oraz współczesnymi poszukiwaniami.
Ewangelina, młoda mniszka wiedzie spokojne, uporządkowane życie w klasztorze Świętej Róży w stanie Nowy Jork. Dni płyną jednostajnym, monotonnym rytmem; modlitwa, praca, adoracja, posiłki, sen. I tak dzień po dniu aż do czasu, kiedy w jej ręce trafia list z prośbą o pomoc w dostępie do klasztornych zbiorów archiwalnych. Zaintrygowana treścią listu wbrew przyjętej polityce klasztoru postanawia pomóc nadawcy listu, młodemu naukowcowi Verlenowi. Tym sposobem Ewangelina trafia na ślad niewiarygodnej historii, w której ona i jej rodzina odegrają ważną rolę.
Tematem powieści jest walka Dobra ze Złem. Walkę prowadzą pomiędzy sobą nefilimowie i angelolodzy. Zadaniem tych ostatnich jest uratowanie świata poprzez eliminację zła. Angelolodzy prowadzący badania nad fizycznymi i chemicznymi właściwościami aniołów podejmują wyprawy w poszukiwania miejsca pobytu upadłych aniołów. To jednak, nie pragnienie odkrycia niebiańskich wysłanników jest motorem ich działania. Głównym celem ich wypraw staje się odzyskanie magicznego instrumentu, podarowanej czuwającym Liry, której właściwości są niezbadane. Posiada ona podwójną moc; moc tworzenia i moc niszczenia zarazem.
Aby rozwikłać tajemnicę Liry autorka prowadzi swych bohaterów przez ścieżki pełne intryg, łamigłówek i tajemnych znaków, sekretne przejścia, szyfry, ukryte w obrazach symbole. Akcja płynie wartko i wciąga czytelnika w świat, który na przemian jawi się raz anielsko piękny, raz szatańsko zły.
Spodobał mi się pomysł dopisania dalszego ciągu do biblijnej przypowieści, spodobało mi się wartkie tempo akcji, a także język powieści, prosty, a jednocześnie kunsztowny. Podobały mi się także liczne odniesienia do świata sztuki. Powieść kończy się w sposób, który nie wyklucza ciągu dalszego. Jestem pozytywnie zaskoczona tą powieścią i uważam ją za udany debiut młodej autorki.
Moja ocena 5/6

Aniołki w literaturze dla najmłodszych

Nie tylko w literaturze dla młodzieży i dorosłych spotykamy anioły. Chciałam Wam przedstawić serię książeczek pani Barbary Derlickiej o aniołkach właśnie.
                                                                                     Czyż nie są słodkie?


Autor: Barbara Derlicka
Tytuł: Był Aniołek
Ilustracje: Wojciech Kuźmiński
ISBN: 978-83-7767-007-1
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2011
Oprawa: twarda
Stron: 10
Moja ocena: 6/6

„Był aniołek – cud prawdziwy,
co z zasady był szczęśliwy.
Miał kędziorki, rączki białe,
buzie krągłą, nóżki małe.” s.1

Każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża. Otrzymujemy go w dniu naszych narodzin. Aniołek ma nas chronić, czuwać nad nami i spać obok nas. O tym jak ważny jest on w życiu każdego człowieka, nawet tego najmniejszego przekonuje nas pani Barbara Derlicka w serii książeczek poświęconych właśnie Aniołkom. W książeczce „Był aniołek” poznajemy małego chłopczyka i towarzyszącego mu aniołka. Pomoże ona na pewno przekazać dziecku wiarę w to, że Bóg przydziela nam Anioła Stróża, który towarzyszy nam na drogach naszego życia od naszych narodzin, aż do śmierci, a potem prowadzi nas do raju.
„Razem im mijają lata.
Anioł wciąż za dzieckiem lata
I pilnuje. Nie ma mowy,
By choć włosek spadł mu z głowy.
Karci cicho, kiedy spsoci,
Co dzień uczy go dobroci,
I swoimi sposobami,
Strzeże snów przed straszydłami.” .9
Książeczka przepięknie zilustrowana, kolorowa, przyciąga wzrok. Na pewno spodoba się wielu dzieciaczkom.

 
Autor: Barbara Derlicka
Tytuł:  Aniołek
Ilustracje: Wojciech Kuźmiński
ISBN: 978-83-7767-008-8
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2011
Oprawa: twarda
Stron: 10
Moja ocena: 6/6

„Dam Ci aniołka w prezencie. Niech on zawsze z tobą będzie.” s.1
Pierwszą modlitwą, którą uczyłam moje dzieci była „Aniele Boże stróżu mój…” Jako dzieci wierzymy i ufamy temu skrzydlatemu posłańcowi. Jego rolę pięknie przedstawiła w swojej książeczce Barbara Derlicka. Anioł Stróż towarzyszy nam już od momentu narodzin. Jego rolą jest umiejętne udzielanie nam wskazówek, tak abyśmy właściwie wypełnili zapisaną nam drogę.
Anioł stróż – strzeże nas i  pilnuje, zawsze jest niedaleko nas, zadba o pokarm nie tyle dla ciała o dla ducha, zapewni bezpieczeństwo i wychowanie.
„Niech ci swą pomocą służy w dzień i nocą… i w podróży… W dni radosne i w chorobie. Niech zawsze będzie przy tobie.” S.9
Przepięknie wydane książeczki w twardej oprawie na pewno będą wspaniałym prezentem pod choinkę dla naszego maluszka.

 
Autor: Barbara Derlicka
Tytuł: Wędrówka z aniołkiem
Ilustracje: Wojciech Kuźmiński
ISBN: 978-83-7767-006-4
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2011
Oprawa: twarda
Stron: 10
Moja ocena: 6/6

„Wspólnie iść przez życie mamy. Jesteś przy mnie? Radę damy!” s.4

Tym razem autorka opisuje nam wędrówkę małej dziewczynki z aniołkiem. Aniołek dźwiga ze sobą duży tobołek.  Zawartość tobołka ma się przydać w życiu dziecka - biała kropla mleka i chleb by nie dopadła bieda; laska do podparcia; chusteczka na otarcie łez; parasol i kalosze na osłonę przed deszczem. Przecież nic nie może zaskoczyć naszego Anioła Stróża. Książeczka na pewno będzie miłą lekturą przed zaśnięciem.  Przypomina nam o tym, że jest zawsze przy nas ktoś, kto nad nami czuwa, chroni nas i prowadzi przez życie. Przepięknie zilustrowana, sympatyczne buzie, zachęcą małego czytelnika do często zaglądania do tej lektury.

Dodam tylko, że piękne ilustracje z książki zostały wydane też w formie kolorowanki.
Na prawdę śliczne te anielskie buźki !!! Zajrzyj >>>

Na stronie wydawnictwa, można zajrzeć do środka wszystkich książeczek np. http://media.wydawnictwowam.pl/pdf/60297_skrot.pdf

środa, 21 grudnia 2011

Fra Angelico - wystawa w Paryżu

Od chwili, kiedy we wrześniu zobaczyłam plakat zapowiadający wystawę Fra Angelico w Paryżu wiedziałam, iż muszę ją zobaczyć. Nie będę nikogo oszukiwać, że to zauroczenie anielskim braciszkiem trwa od niepamiętnych czasów. Jeszcze parę miesięcy temu nie bardzo wiedziałam, kim był Fra Angelico. A dzisiaj chodzę na wystawę firmowaną jego nazwiskiem.
Wystawa znajduje się w Muzeum Jacquemart Andre. Oprócz dzieł Fra Angelico znalazły się też na niej dzieła florenckich malarzy sztuki sakralnej. Wystawa prezentuje blisko 25 dzieł Fra Angelico i podobną liczbą obrazów malowanych przez jemu współczesnych twórców, takich jak Lorenzo Monaco, Masolino, Paolo Uccello, Filippo Lippi i Zanobie Strozzi. Tym, co zwróciło moją uwagę jest nasycenie malarstwa sakralnego okresu wzesnorenesansowego barwami. Pełno w nim niebieskości i czerwieni w szatach przedstawianych postaci, pełno złota wokół nich; w aureolach, obramowaniach, w tle.
Na obrazach az mieni się od barw. Takie kolory miały najwspanialsze ilustracje pięknych baśni mojego dzieciństwa, takie kolory wydawały mi się najpiękniejsze. Poza kolorami uwagę zwracają też Madonny. Madonny mają twarze delikatne, porcelanowe o cerze niemal przezroczystej, na której ledwie mozna dostrzec zarys rumieńców. Kolejnym charakterystycznym elementem tych obrazów jest wierność szczegółom architektonicznym i umiłowanie do geometrycznych kształtów. Na wystawie miałam okazję obejrzeć krótki film o Janie z Fiesole (Fra Angelico). Dzięki niemu zwróciłam uwagę na detale obrazu Zwiastowanie, dotyczące wierności oryginalnej architekturze florenckiej (dekoracje, zwięczenia kolumn). Najbardziej rozpoznawalne dzieło twórcy stanowi zawsze motyw przewodni wystawy. Tym razem jest to obraz Madonny z dzieciątkiem (z Galerii Sabauda w Turynie. O ironio losu w Turynie bywałam kilkakrotnie, a nigdy nie odwiedziłam tej Galerii).
Moją uwagę zwróciły także pięknie ilustrowane brewiarze. Mogłyby one stanowić ilustrację do Imienia róży. Tak właśnie wyobrażałam sobie księgi znajdujące się w bibliotece opactwa przepisywane przez zakonników.
Niestety na wystawie nie można było robić zdjęć.
Zdjęcia 1. Plakat wystawy, 2. Koronacja Maryji (obraz z Galerii Ufizzi), który także znalazł się na wystawie w Paryżu, 3. Ilustrowany Brewiarz ze strony Muzeum.
Dlaczego ten wpis znalazł się w Anielskim wyzwaniu?
Po pierwsze dotyczy patrona wyzwania - anielskiego braciszka z Fiesole, po drugie jego malarstwo pełne jest aniołów, po trzecie - namalowane przez niego obrazy, są jak malowane skrzydłem anioła

wtorek, 20 grudnia 2011

"Pocałunek Anioła Ciemności" Sarwat Chadda


Kolejna moja literacka odsłona z ANIOŁEM w tle...

Bohaterką jest piętnastoletnia Billi mieszkająca w Londynie. Z pozoru jest normalną nastolatką, chodzi do szkoły, ma telefon komórkowy, iPoda, słucha Nirvany. Właśnie, z pozoru, bo prawdziwe życie Billi dalekie jest od normalności. Każdego wieczora musi uczyć się łaciny, starożytnej greki i okultyzmu, a każdego ranka ćwiczy się w walce z bronią (mieczami i sztyletami) i wręcz. Wszystko po to, ponieważ jest templariuszką i należy do Zakonu! W XX wieku templariusze? A jednak... Billi nie pozostawiono wyboru, ojciec za nią zadecydował, teraz musi być bezlitosna, musi zabijać. Zakon powstał, aby bronić Ziemi Świętej, ale przegrał dawno temu. Teraz jego rycerze nie walczą już o Jerozolimę, ale o ludzkie dusze. Prowadzą wojnę, nazwaną przez siebie Mrocznym Konfliktem-Bataille Tenebreuse. Walczą ze Złem, które żeruje na ludzkości, którego zwykli ludzie nie dostrzegają. To obowiązek każdego templariusza, są wybrani, ale jednocześnie przeklęci, bo nie mogą prowadzić normalnego życia. Dlatego Billi czuje się pokrzywdzona. W szkole trzyma się na uboczu, nie ma przyjaciół, poza tym wszyscy uważają, że jest trochę dziwna. Przed nauczycielami ukrywa siniaki, zadrapania, które nabyła wykonując swoje poranne ćwiczenia...

Pewnego dnia poznaje tajemniczego Mike Harbigera. Chłopak wydaje się jej normalny, nie ma nic wspólnego z templariuszami, walkami; wydaje się być dla Billi odskoczą od jej  pogmatwanego życia. Jednak początkowe zauroczenie i fascynacja nowym chłopakiem, sprowadza na Billi i cały Zakon wielkie niebezpieczeństwo. Mike okazuje się kimś innym, niż tym, za kogo podawał się na początku... Kim jest Mike i z jaką misją przybył? Jak poradzi sobie z tym wszystkim Billi? Dlaczego ojciec Billi był na niej zawsze taki surowy? Kim jest Kay, który zawsze zjawia się, kiedy Billi potrzebuje pomocy? Chcąc poznać odpowiedzi, trzeba sięgnąć po tę pozycję. 

Wartka akcja, groza, wymieszana z elementami romansu sprawia, że powieść czyta się szybko, chcąc jak najszybciej dotracić do zakończenia. Sarwat Chadda podaje też parę faktów z historii zakonu templariuszy, przywołuje najważniejsze postacie, nawiązuje do biblijnego króla Salomona, który miał niegdyś  mocą swych wielkich zaklęć zamknąć w mosiężnym naczyniu (lub lustrze) wszystkie demony i Anioły Ciemności. Od tamtej chwili duchy te zmuszone były służyć każdemu, kto poznał ich magiczne pieczęcie i w zakreślonym magicznym kręgu wypowiedział salomonowe zaklęcia. Jednak "Biblia" milczy całkowicie o jakichkolwiek związkach Salomona z demonami  i rzekomej władzy, którą miał nad nimi posiadać. Wszytko to opiera się na legendach  i apokryfach.   

W "Pocałunku Anioła Ciemności" podobała mi się atmosfera powieści - mroczna, tajemnicza i akcja trzymająca w napięciu. Wielka literatura to na pewno nie jest, ale odbiór powieści jest niesamowity. I ta urzekająca okładka...
  
Zapraszam też do mnie
 

niedziela, 18 grudnia 2011

„Anioły wokół nas” - Theresa Cheung

            „W tej książce chce się z Wami podzielić kilkoma z tysięcy fascynujących prawdziwych historii, jakie usłyszałam od ludzi, których życie zmieniło się pod wpływem aniołów. (…) Jedne z opowiadań inspirują, inne dodają otuchy, jeszcze inne wywołują dreszcze, ale wszystkie mają jedną wspólną cechę – opowiadają o prawdziwych wydarzeniach.”*

            Czujecie czasem kogoś obecność gdy niby jesteście sami? Słyszycie szept radzący Wam co macie począć w danej sytuacji? Zdarza się Wam to czasem? Co to może być? Instynkt, a może Anioł, nasz stróż? Tak naprawdę nigdy nie poznamy prawdy, pozostaje wierzyć…

            „Anioły wokół nas” to zbiór historii zebranych przez Therese Cheung. Historie to zwierzenia ludzi, którzy wierzą iż na swojej drodze spotkali anioła, który im pomógł. Często pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie, gdy niczego nie podejrzewali, a ich pomoc często ratowała im życie, pomagała zrozumieć to czego nie chcieli przyjąć do świadomości, zmieniały ich życie na lepsze, dzięki nim inne rzeczy stawały się priorytetami.
            Kilka z tych opowieści to przykładowo gdy dziewczynka jeszcze trochę i spadłaby ze schodów, ale nagle usłyszała krzyk, który ją uratował. Albo dziadek, który nie żył już ratuje wnuczkę przed pędzącym pociągiem. Książka, która była nieoczytana zmienia miejsce, czucie ulubionego zapachu osoby, która odeszła i chce by pozostali żyli dalej. Zwierzęta, które pojawiają się wtedy kiedy są potrzebne, jakby ten za kim tęsknimy wiedział, że czegoś potrzebujemy by przetrwać.
            Takich i wiele innych historii znajduje się właśnie w tej książce. Prawda to czy fikcja? Ocenie sami…

            Przyznać muszę, że mam mieszane uczucia po jej przeczytaniu. Niby wierze w to, że Anioły istnieją, ale moja racjonalna część temu gwałtownie zaprzecza. Tylko skąd wtedy te wszystkie zdarzenia, historie? Zbieg okoliczności? Za dużo by ich było… Czytając „Anioły wokół nas” byłam pełna mieszanych uczuć, które we mnie buzowały. Zwątpienie mieszało się z zainteresowaniem, czasem strachem i pokorą. Tak jak autorka napisała e historie są różne, ale łączy je jedna wspólna cecha.
            Ci wszyscy ludzie dzięki aniołom zmienili swoje życie, inaczej na nie spojrzeli, potrafią teraz zauważyć jak cenne jest życie i jak kruche. Cieszą się z najdrobniejszej rzeczy, są pełni empatii, zrozumienia. Oni naprawdę wierzą w ingerencję siły wyższej.
            „Anioły…” czyta się szybko i bez problemu, autorka używa języka, który łatwo trafi do czytelnika, a i jest napisana w formie wypowiedzi poszczególnych osób.
            Czy polecam? I tak i nie? Jeśli wierzysz w anioły to coś dla Ciebie, ale jeśli nie to nie polecam. Książka jest pełna nich i tylko się wynudzisz czytając coś co Ci nie przypadnie do gustu.
 
*str. 15
Autor: Theresa Cheung
Tytuł: Anioły wokół nas
Wydawnictwo: Hachette
Rok wydania: wrzesień 2010
Liczba stron: 252
 
Recenzja pochodzi z bloga: Zapatrzona w książki
 

sobota, 10 grudnia 2011

"Zawsze przy mnie stój" Carolyn Jess-Cooke

Czytałam już jakiś czas temu, ale nadal ta pozycja wywołuje u mnie silne emocje. To jedna z najbardziej poruszających książek, jakie czytalam w tym roku. Pochłonęła mnie całkowicie i sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać.

Bohaterką jest Margot, która po śmierci wraca na ziemię, aby być Aniołem Stróżem samej siebie. Ma niełatwe zadanie, musi przeżyć swoje życie jeszcze raz. Ale jak tu je przeżyć, wiedząc, że nie było udane, że nie było usłane różami. Każdy Anioł otrzymuje zadanie do wypełnienia, musi udowodnić, że zasługuje na Niebo, ponieważ większość z nich nie wykonała odpowiedniej pracy w swoim śmiertelnym życiu.  Obserwować, chronić, rejestrować, kochać - to zadania Ruth, bo tak nazywa się Margot po śmierci. Ale czy może zmienić rezultat swojego życia? Czy może ustrzec Margot przed fatalnymi wyborami? Jak ma ją chronić wiedząc, że będzie popełniała błędy? Czy sama może tego dokonać? Tu będzie liczyła się jeszcze wola Boga.  Ale w wypełnieniu zadania będą przeszkadzać jej jeszcze demony. Czy, aby zmienić bieg wydarzeń będzie musiała zawrzeć pakt z demonem i zdobyć się na największe poświęcenie?
"Tam, gdzie jest miłość, nie ma przeszkód nie do pokonania". Właśnie miłość. Czy tylko ona wystarczy? Czy może warto z niej zrezygnować, żeby w życiu było łatwiej, prościej? "Zawsze przy mnie stój" to poruszająca opowieść o trudnych wyborach, przebaczeniu i nadziei. Ale również powieść, która przywraca wiarę w Anioły.

Bo przecież nie tylko umarli pełnią funkcję Aniołów Stróży. Co co byli by rodzice, rodzeństwo, pielęgniarki, lekarze, przyjaciele...
 
 
 Zapraszam też do mnie

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Gdańskie anioły z obrazu Sąd Ostateczny Hansa Memlinga

Sąd Ostateczny. ok. 1467-1471. Panel, 242 x 180,8 cm i 242 x 90 cm (x 2). Muzeum Narodowe w Gdańsku. Kopia znajduje się w Bazylice NMP w Gdańsku, a reprodukcja obrazu zdobi okno budynku dworca głównego w Gdańsku.
Odkąd po raz pierwszy obejrzałam dzieło Hansa Memlinga moją wizję Sądu Ostatecznego kształtowało właśnie to dzieło. Malarska wizja sprawiedliwości boskiej; karania grzeszników strąceniem w piekielne czeluście i nagrodzenia cnotliwych dostąpieniem raju przemówiła do dziecięcej wyobraźni kilkulatki. Przez kilka miesięcy pracowałam w Muzeum Narodowym w Gdańsku miałam więc okazję witania każdego dnia z Memlingiem. Ciekawa jest historia i dzieje tego obrazu, ale o tym innym razem.
Wracając do aniołów - jest ich na obrazie dwadzieścia siedem. Oczywiście najważniejszym aniołem, postacią, która przykuwa wzrok zaraz po Chrystusie jest Archanioł Michał. Przedstawiony w centralnym punkcie obrazu pełni decydującą rolę w boskim wymiarze sprawiedliwości. Trzyma on pastorał i wagę, na której waży dobre i złe uczynki. To od wyniku tej czynności zależy, czy przeznaczeniem człowieczym będzie prawa czy lewa strona (piekło, czy raj).
Archanioł Michał to jedyny Anioł o tak dostojnym wyglądzie. Nic dziwnego – reprezentuje on zarówno zbrojne ramię Pana, jak i trzecią władzę –wymiar sprawiedliwości. Odziany jest w świecącą, bogatą zdobioną drogocennymi kamieniami, złotą zbroję, w której odbija się panorama czyśćca. Archanioł Michał występuje dwukrotnie w Sądzie Ostatecznym. Po raz pierwszy, jako sędzia złego i dobrego trzymający wagę. Po raz drugi na bocznym skrzydle obrazu, widać go dopiero, kiedy obejdzie się obraz od tyłu. Przedstawiony jest tutaj w chwili walki z diabłami.
Kolejnym aniołem, któremu Memling przypisuje duże znaczenie jest anioł walczący z diabłem o duszę człowiek. Odziany w blado-błękitną szatę Anioł – żołnierz przy pomocy włóczni usiłuje wyrwać ze szponów szatana duszę przerażonego człowieka.
Pozostałe anioły pełnią funkcje bardziej dekoracyjne, statyczne. Są tam czterej aniołowie przytrzymujący symbole męki pańskiej (krzyż, bicz, młot i gwoździe oraz koronę cierniową), są aniołowie ubierający wstępujących na kryształowe schody raju w odświętne szaty (nie godzi się oglądać Pana świecąc golizną) i są aniołowie dmący w trąby.
Według „Apokalipsy świętego Jana” koniec świata miał nastąpić przy dźwięku tych właśnie instrumentów, aby skazani na pójście do piekieł wiedzieli, iż nie ma już dla nich żadnego ratunku (Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie- tak brzmiał napis na bramie prowadzącej w kręgi piekielne u Dantego). No i są też anioły grające i śpiewające. Na balkonach bogatego portalu prowadzącego na niebieskie pastwiska aniołowie grają i śpiewają;
Chwalcie go na głośnych trąbach, chwalcie go na lutni i harfie.
Chwalcie go na bębnie i piszczałce, chwalcie na strunach i na organach.
Chwalcie go na cymbałach głośnych, chwalcie go na cymbałach krzykliwych…

Anioły u Memlinga są istotami cielesnymi, są anioły męskie i żeńskie, a wyróżnia je kształt skrzydeł. Anioły witające ludzi na progu raju są pogodne, uśmiechnięte. Pisząc, iż na obrazie znajduje się dwadzieścia siedem aniołów, zapomniałam, o diabłach, upadłych aniołach.
Obraz Sąd Ostateczny Memlinga towarzyszy mi na różnych etapach życia, stąd czuję do niego szczególny sentyment.

czwartek, 1 grudnia 2011

"W odbiciu" - Jakub Małecki

Dlaczego wklejam recenzję właśnei tej ksiązki? Co ma ona wspólnego z aniołami? Nie mogę zbyt wiele zdradzić, na wypadek, gdyby ktoś chciał w przyszłości ksiązkę przeczytać, ale anioły są osią tej książki. có z tego, że częściej te upadłe, bądź o dwoistej naturze...


Karol Bryl to facet jakich wielu - jest budowlańcem chwilowa na bezrobociu, mieszka w niewielkim mieście. Ma małe mieszkanko, kredyt we frankach, kilku ulubionych kumpli, liczne hobby.
W pewnym momencie świat wokół Karola zaczyna ulegać entropii. W jego mieście mnożą się akty przemocy, kłopoty ze zdrowiem, zdrady, wypadki samochodowe. Początkowo większość tych wydarzeń wydaje się mieć jakiś związek ze śmiercią starszego człowieka zamordowanego przez dwójkę lumpów, ale zaraza zaczyna zataczać coraz szersze kręgi.
Wyraźnie w rzeczywistości nastąpiło jakieś pęknięcie, przez które wydostają się na świat ciemne siły. Czy komuś uda się zasklepić to pęknięcie i uratować świat? I czy Karol da radę naprawić swoje życie, które także zaczęło się gwałtownie sypać?
Książka Jakuba Małeckiego jest niezwykłą mieszanką. Zmysł obserwacyjny autora czyni z niej świetna powieść obyczajową, wyczuciem groteski dorównuje Etgarowi Keretowi. Zauważyłam też pewne pokrewieństwo z nurtem S-F (nieprzypadkowe, jak się okazuje autor zaczynał swoją pisarską przygodę od fantastyki). Największą zaletą jest jednak próba sformułowania reguł rządzących światem i zwrócenie uwagi na to, jak krucha jest jego równowaga. I jak często się okazuje, że wolność, oznacza dla ludzi wolność czynienia zła.
Tytuł pokazuje też niejednoznaczność naszej rzeczywistości - może rządzą nią pewne prawa, ale równie dobrze, może być to tylko odbicie naszych snów.
Ciekawa to wizja i uważam, że warto się z nią zapoznać. Jeśli nawet nie zmusi do myślenia, to na pewno zapewni kilka wieczorów rozrywki na wysokim poziomie.

środa, 30 listopada 2011

Ekstaza Świętej Teresy Bernini - czyli anielski Rzym część 2

Ekstaza Św. Teresy to jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych, a jednocześnie jedna z najbardziej kontrowersyjnych rzeźb Berniniego.
W powstałej na zamówienie kardynała Cornaro, w latach 1647-1652, w kościele Santa Maria della Victoria kaplicy główną część kompozycji stanowią leżąca na obłoku Święta Teresa i anioł. Kaplica, będąca połączeniem architektury z rzeźbą stanowi typową dla baroku teatralną kompozycję. Po obu jej stronach, w lożach znajdują się sylwetki kardynała Cornaro oraz członków jego rodziny. Na świętą Teresę i anioła spływają wykonane z brązu złote promienie. Kiedy promienie oświetla światło dnia (padające z niewidocznego, znajdującego się w głębi kaplicy okna) na białe, marmurowe postacie Świętej i anioła spływa złocista poświata.
Święta Teresa w swojej autobiografii pisze:
„Ujrzałam obok mnie, po mojej lewej stronie, anioła w cielistym kształcie.(…) Nie był wysoki, ale niski i bardzo piękny. (…) W jego rękach ujrzałam długą, złotą włócznię, a na końcu żelaznego ostrza wydawało mi się, ze widziałam płomyk ognia. Wydawał się wbijać włócznię w moje serce kilkakrotnie tak, aby przeszła moje trzewia. Gdy ją wyciągnął pomyślałam, że wyciągnie je ze środka i pozostawi mnie całą w płomieniach wielkiej miłości do Boga. Ból był tak ostry, że zmusił mnie do wydania kilku jęków, a słodycz wyrządzona mi tym ogromnym bólem tak wielka, jakiej nikt nigdy nie chce stracić.”
Stojący nad Świętą Teresą anioł trzyma w ręku włócznię, którą właśnie wyjął z jej serca. Anioł delikatnie odsłania szatę, aby mógł ponownie zanurzyć ostrze w serce i napełnić niewiastę Bożą miłością. Anioł ma delikatne rysy i tajemniczo się uśmiecha, jakby wyrażał zrozumienie dla ekstatycznego uniesienia kobiety. Kobieca postać leży na plecach, oczy ma przymknięte, a usta rozchylone w niemej ekstazie. Wyraz jej twarzy wyraża ból i rozkosz równocześnie. Szaty niewiasty i anioła tworzą niemal jedność. Kompozycja jest wyrazem idealnego połączenia miłości ziemskiej z miłością niebiańską. Sam Bernini uważał, iż ..to najlepsze dzieło, jakie stworzył…
Jeden z synów Berniniego napisał o kaplicy:
Tak piękne omdlenie powinno być nieśmiertelne, ale ponieważ ból nie wznosi się do Boskiej Obecności w tym kamieniu Bernini uczynił go wiecznym.
I choć większość zachwytów dla dzieła Berniniego w kaplicy Cornaro dotyczy postaci Świętej Teresy, nie można nie zauważyć anioła, który jest siłą sprawczą tego bólu, ekstazy, uniesienia.
Patrząc na twarz Świętej Teresy mam nieodmiennie,(zapewne nie ja jedna), zgoła przyziemne skojarzenia, ale to już zupełnie inna historia.

Cytaty pochodzą z książki Geniusze Rzymu Jake Morrissey.

niedziela, 27 listopada 2011

Koncert pamięci anioła (ze zbioru opowiadań Trucicielka) Erica-Emmanuela Schmitta

Obok - Muzykujący anioł Melozzo da Forli.

Koncert pamięci anioła nawiązuje do biblijnej przypowieści o Kainie i Ablu. Kain i Abel byli synami Adama i Ewy. Kain był rolnikiem, a Abel pasterzem. Oboje złożyli Bogu w ofierze to, co mieli najlepszego; Kain płody ziemi, Abel zwierzęta ze swojego stada. Bóg przyjął ofiarę Abla, nie spojrzawszy na ofiarę Kainową. W przypływie zazdrości Kain zabił brata, za co musiał całe życie tułać się, by w końcu osiąść w krainie na wschód od edenu.
„Koncert pamięci anioła” jest jednym z opowiadań z tomu „Trucicielka” Erica-Emmanuela Schmitta. Trucizną jest według mnie obsesja, która niszy bohaterów wszystkich czterech opowieści.
W opowiadaniu „Koncert pamięci anioła” tą obsesją jest obsesja zwyciężania i odnoszenia sukcesu. Chris, młody chłopak, muzyk - sportowiec współzawodniczy o palmę pierwszeństwa z Axelem. Axel, nie dość, że jest niezwykle utalentowany, to jest także uczciwy, szlachetny, skromny i ufny, jest niczym przybysz z innego świata, jest niczym anioł. Jego talent to prawdziwy dar boży, podczas, kiedy umiejętności Chrisa to wynik długotrwałych ćwiczeń i wytrwałości.
Podczas sportowej rywalizacji Axel ulega wypadkowi. Znajdujący się w pobliżu miejsca zdarzenia Chris podejrzewając kolegę o symulowanie wypadku, pragnie najpierw zapewnić sobie zwycięstwo, a dopiero później pomóc uwięzionemu wśród podwodnych skał Axelowi. Kiedy wraca na miejsce wypadku Axel leży nieprzytomny na dnie morza. Przekonany o „zamordowaniu” rywala Chris oddala się szybko z miejsca wypadku.
Okazuje się jednak, iż Axel przeżył. Wypadek odmienia życie obojga. Chris gnębiony poczuciem winy chce uzyskać odkupienie, zmienia swoje życie poświęcając się pomaganiu ludziom słabym i chorym. Axel natomiast trawiony pragnieniem zemsty staje się bezwzględnym i podłym człowiekiem. Interesuje go wyłącznie zdobycie majątku oraz zemsta na tym, który skazał go na kalectwo.
Axel po dwudziestu latach od wypadku dowiaduje się o miejscu pobytu Chrisa. Jedzie tam, aby dokonać rozliczenia z przeszłością. Jak skończy się spotkanie dawnych rywali? Czy Chrisowi uda się odnaleźć dawnego Axela, tego dobrego i szlachetnego chłopca sprzed wypadku? Czy może Axel doprowadzi swój plan zemsty do końca, czy też poczuje skruchę. I który z nich był aniołem, który człowiekiem, a który zabójcą. I czy dobro w ostatecznym rozrachunku zwycięży?
Tytułowa trucizna, którą jest obsesja, niszczy bohaterów i członków ich rodzin.
W każdym z opowiadań (także w Koncercie pamięci anioła) pojawia się mimochodem, gdzieś w tle, postać Świętej Rity. To opiekunka bohaterów, patronka od spraw trudnych i beznadziejnych. Święta już za życia – jako piętnastolatka pojednała rodzinę swojego męża i rodzinę zabójcy, który brutalnie zasztyletował jej męża. Nienawiść zastąpiła miłością, a pragnienie zemsty – przebaczeniem. To właśnie Święta Rita jest takim pierwiastkiem anielskim w opowieściach ze zbioru Trucicielka. To dzięki niej opowiadania Smitta są nie tylko opowiadaniami o obsesji, ale też opowiadaniami o przemianie, o możliwości odpokutowania win i o umiejętności wybaczania najstraszliwszych zbrodni.
„Koncert pamięci anioła” podobał mi się najbardziej z czterech opowiadań. Tytuł opowiadania zaczerpnął autor od koncertu skrzypcowego Albana Berga, podczas słuchania którego rozpoczął pisanie opowiadania.
Muszę jednak przyznać, że opowiadania, aczkolwiek podobały mi się, to nie są moją ulubioną lekturą pióra Smitta. Być może to z powodu umiarkowanej sympatii dla tej formy literackiej, jaką są opowieści. I nie pomogło tu posłowie autora, w którym pisze o macoszym traktowaniu opowiadań przez czytelnika.
Moja ocena 4/6.

poniedziałek, 21 listopada 2011

O najsłynniejszych aniołkach w malarstwie, czyli "ładność" i "słodkość" Santiego.





Rafael, Madonna Sykstynska (fragment), Drezno
 
Zna je każdy. Nie ma chyba człowieka, który by nie widział puttowatych cherubinków. Karierę zrobiły ogromną. To chyba najczęściej powielane, odwzorowywane aniołki, od malarstwa, przez rzeźbę, po haft, papeterię i tandetne bibeloty.  
 
Cherubin to nie Kupido (rzymski bożek miłości przedstawiany jako chłopaczek z łukiem i strzałami), jednak wizualnie jest często nie do odróżnienia. Kupid, znany Grekom jako Eros, jest symbolem miłości zmysłowej. Cherubin, bez wątpienia, ma znaczenie wyłącznie duchowe i niebiańskie. Cherubiny należą do drugiej grupy w hierarchii aniołów i są pierwszymi aniołami wymienionymi w Biblii, w księdze Genezis.
 
Cherubinki Santi namalował nie jako głównych bohaterów obrazu. Są one tylko pewną częścią. Mowa oczywiście o "Madonnie Sykstyńskiej".

 

1513-1514, olej na płótnie, 269,5 * 201, Drezno, Gemäldegalerie Alte Meister
 
Ciemnozielona kurtyna rozsunięta stwarza zamierzony efekt teatralny - bohaterka wkracza na scenę. Na scenę świata. My jesteśmy widownią - do nas przybywa ze sfer niebiańskich, dźwigając Boga. Płynie przez Kosmos niesiona obłokiem, delikatny wiatr porusza płótno welonu, grawitacja jej nie dotyczy. Prawo Newtona również nie dotyczy św. Barbary i św. Sykstusa, którego papieska tiara  leży na balustradzie. A tam czekają już aniołki, które jako jedyne odczuwają przyciąganie ziemskie. 
 
Można by pisać i pisać o tym obrazie, o Matce Bożej anielskiej urody, a raczej o bardziej dziewczynce niż kobiecie, Piastunce Zbawiciela (albo jak twierdzi Waldemar Łysiak - Piastunce Świata), o jej kruchości, wiotkości, delikatności, wcieleniu słodyczy, tak jakby była utoczona z chmur, z szumu zefirów, z najcieńszej porcelany, a przy tym promenująca taka siłą i wielką mocą. Właśnie, można by pisać i pisać, ale tematem naszym są cherubinki. A one dzięki Piastunce Świata zrobiły ogromną karierę.

Ale taki był Santi, każdy szczegół się liczył. Wielu mu zarzucało "zbytnią ładność" i "słodkość wielu scen". Gdzie figury jego, wydawały się lalkami z cukru. Ale nie jest to słodycz, a niewymuszona szlachetność, dostojeństwo pełne wdzięku, takie nieudawane, pozbawione aktorstwa. Ale ta "doskonałość" jego sztuki drażniła wielu. Dlatego wielu miało reprodukcje tego obrazu, a Dostojewskiemu wręcz widok Piastunki nadawał weny. 

A Santi uwiecznił jeszcze więcej. Dając Matce Bożej twarz swojej ukochanej - Fornariny, swojej "Pastereczki", uwiecznił nieskazitelne piękno, które powalało na kolana wielu. A cherubinki? To tak przy tej okazji - przeszyły od historii. 

Zapraszam też do mnie


 

niedziela, 20 listopada 2011

Mało anielski anioł Caravaggia

Anioły kojarzą się ze zjawami ulotnymi, odzianymi w zwiewne szaty, z ledwie zarysowanymi konturami skrzydeł. Anioł, będący pośrednikiem pomiędzy Bogiem a człowiekiem jest postacią zawieszoną pomiędzy niebem a ziemią.
Tymczasem anioł, który pojawia się na obrazie „Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu”, namalowany przez Caravaggia nie przypomina żadnego „ze znanych” mi dotąd aniołów. Nie jest nieziemskim zjawiskiem, nie jest pulchnym amorkiem ze skrzydełkami, jest postacią z krwi i ciała. Postacią cielesną, choć hermafrodytą. Odwrócony plecami do widza grający na skrzypcach anioł jest prawie nagi, odziany jedynie w białą wstęgę materii i czarne skrzydła u ramion.
Caravaggio, a właściwie Michelangelo Merisi da Caravaggio barokowy artysta wprowadził do malarstwa postacie z ludu. Z modeli korzystali już wcześniejsi artyści, którzy nieraz nadawali swoim madonnom i świętym rysy twarzy kochanek, czy ludzi z ulicy, zawsze szukając w nich piękna lub też idealizując postaci. Caravaggio po raz pierwszy przedstawia ludzi takimi, jacy są. Tym sposobem jego anioł wygląda, jak człowiek, który pełni rolę anioła. Ale czy na pewno ten anioł jest mało anielski? A może to właśnie w człowieku należy szukać anioła (dobra)? W człowieku, który przecież powstał na obraz i podobieństwo Stwórcy.
Do postaci anioła pozował ten sam model, który uwieczniony został w postaci gracza na obrazie „Grający w karty”.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Send me an angel Scorpions


Send me an angel Scorpions
Mądry człowiek powiedział, że wystarczy iść tą drogą
w stronę światła świtu
Wiatr będzie obmywał twoją twarz
Z biegiem lat
słyszę ten głos głęboko wewnątrz mnie
To wołanie twego serca
Zamknij oczy, a znajdziesz
wyjście z ciemności
Tutaj jestem,
wyślij mi anioła
Tutaj jestem
Na ziemi porannej gwiazdy
Mądry człowiek powiedział po prostu znajdź to miejsce
w oku cyklonu
szukaj róż wzdłuż drogi
Tylko uważaj na kolce
Tutaj jestem
wyślij mi anioła
Tutaj jestem
Na ziemi porannej gwiazdy
Mądry człowiek powiedział po prostu podnieś rękę
Wypowiedz zaklęcie
Znajdź drzwi do ziemi obiecanej
Tylko wierz w siebie
słyszę ten głos głęboko wewnątrz mnie
To wołanie twego serca
Zamknij oczy, a znajdziesz
wyjście z ciemności
Tutaj jestem
wyślij mi anioła
Tutaj jestem
Na ziemi porannej gwiazdy
Send me an angel w interpretacji Gregorians

niedziela, 13 listopada 2011

Anioł panny Garnet

„Anioł …musi być chyba rzeczą najbliższą niebu, jaką dane mi będzie zobaczyć na ziemi”
Panna Julia Garnet to emerytowana nauczycielka historii, która po śmierci przyjaciółki postanawia spędzić pół roku w Wenecji. Decyzja wyjazdu jest pierwszą odważną i zaskakującą decyzją w dotychczas uporządkowanym i nudnym życiu Julii.
"Jako dziecko Julia została nauczona, by jak najbardziej upragnione przyjemności zostawiać sobie na potem, do chwili aż wszystkie obowiązki zostaną spełnione."
Purytańskie wychowanie przez despotycznego ojca oraz wrodzona nieśmiałość spowodowały, iż Julia zamknęła się przed życiem na samym jego początku. Zycie było dla niej jedynie spełnianiem obowiązków, pełno w nim było nakazów, zakazów i rygorów, które sama sobie narzuciła. Wyglądało tak, jakby przyświecała mu dewiza, im mniej od życia oczekujesz (im mniejsze są twoje pragnienia), tym mniejsze będzie rozczarowanie i gorycz z powodu niespełnienia.
Ostrożna w nawiązywaniu kontaktów od pierwszego dnia pobytu nawiązuje znajomości, niektóre z nich z czasem przekształcają się nawet w przyjaźnie. Julia odkrywa radość życia, radość, jaką mogą dać zwykłe, codzienne przyjemności; jedzenie, kieliszek prossecco, spacery, rozmowy z przypadkowo napotkanymi osobami, a nawet zakup ekskluzywnej bielizny. Co więcej Julia pozwala nawet dać się ponieść uczuciu.
Być może przebudzenie Julii to zasługa miejsca. Julia przybywa do Wenecji poza sezonem i dzięki temu poznaje inne oblicze Serenissimy. Zamglona, deszczowa, wilgotna, pozbawiona tłumu turystów, ale nadal tak samo piękna i urzekająca Wenecja sprawia, iż życie Julii zaczyna nabierać kolorów i smaków.
A może przebudzenie Julii to zasługa Anioła? Julia była oddaną komunistką, ale od dzieciństwa czuła szczególny sentyment do Archanioła Rafała. Od chwili pierwszego spotkania z kamiennym posągiem anioła, a potem obejrzenia malowideł przedstawiających historię podróży Tobiasza z aniołem w Chiesa Saint Rafaello została owładnięta pragnieniem poznania biblijnej opowieści.
"Julia, która patrzyła w górę, napotkała życzliwe spojrzenie anioła. Stał, obejmując opiekuńczym ramieniem kogoś, kto wydawał się być małym chłopcem niosącym sporą rybę. U drugiego boku anioła stał ogar."
Od tej pory narracja zaczyna przebiegać dwutorowo; jeden nurt opowieści to historia pobytu Julii w Wenecji, drugi to apokryficzna wersja biblijnej Księgi Tobiasza. Oba nurty są jednakowo interesujące, oba się przeplatają i zazębiają między sobą. Historia miesza się z teraźniejszością, postaci realne mają swoje odniesienia w mitycznej opowieści, a cała powieść pełna jest symboliki i alegorii. Apokryficzny mit o losach Tobiasza i wspomagającego go anioła Rafała staje się kluczem do rozwiązania współczesnych problemów.
Książka posiada dla mnie niezwykły urok niemal metafizyczny. Urok promieniujący z poetyki opisów, sposobu opowieści, odmienności opisu miasta i jego dzieł sztuki powoduje, iż do tej książki chce się wracać.
Moja ocena nie może być inna niż 6/6
Historia Tobiasza prowadzonego przez anioła Rafała zainspirowała wielu malarzy. Jednym z najbardziej znanych jest obraz "Tobiasz i anioł" Andrei Verocchio przy współuczestnictwie Leonarda da Vinci (zdjęcie nr 2).
Książka Anioł panny Garnet jest debiutem literackim Salley Vickers z 2000 r. Według mnie bardzo udanym debiutem.

czwartek, 10 listopada 2011

Sandro Botticelli "Zwiastowanie"

ANIOŁ - wywodzi się z greckiego słowa wieść, wiadomość. Określano tym terminem posłańców królewskich. W efekcie częstego używania tego wyrazu przez tłumaczy Pisma Świętego, nabrał on znaczenia religijnego, zaczął oznaczać pośrednika między Bogiem a ludźmi, zwiastuna, kuriera Pana Boga. 

Motyw Zwiastowania to jeden z najpopularniejszych motywów chrześcijańskiej sztuki. Brano go z Ewangelii św. Łukasza i z apokryfów. Archanioł Gabriel ukazuje się zdumionej Marii, mówiąc: "Bądź pozdrowiona, łaskiś pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami..." Sandro Botticelli namalował wiele "Zwiastowań". Powstało też wiele innych wspaniałych "Zwiastowań" autorstwa: Fra Angelico, Martiniego, Leonarda czy Tintoretta. Jednak "Zwiastowanie" Sandra  moim zdaniem (i nie tylko moim) jest koroną motywów i jest najpiękniejsze.  

 1489/1490, tempera  na drewnie, 150 * 156, Florencja,  Galeria degli Uffizi

 
"Albowiem gdy mowa o figurach Botticellego, trzeba powiedzieć, że całej ich kruchej wykwintności oraz umiłowaniu zwiewnych szat sekunduje pewna finezyjna manieryczność ruchu, gibkie skręty ciała, sztuczne pozy, swoista taneczność dynamizująca Botticellowskie kukiełki"*. Właśnie ten ruch, taniec, zbiorowy balet ma operowy rozmach. Maria wydaje się tu niczym liść kołysana przez wiatr, tak jakby za chwilę miała polecieć ku pejzażowi widocznemu na drugim planie. Piękny jest ten toskański widok, piękny i symboliczny. 

Ciekawszym jednak symbolem jest lilia w lewej dłoni Gabriela. W Botticellego kwiaty grały - zgodnie z kodami i emblematyką średniowiecza - ważną rolę. Pierwszym kwiatem Matki Boskiej był róża, symbolizująca krew Chrystusa, jak i cnoty NMPanny. A drugim kwiatem Matki Boskiej była właśnie lilia - symbol dziewictwa, niepokalania, czystości.  

Widoczna tu jest cała romantyczność Botticellowska - nie religijna, a raczej baśniowa. I ta melancholia na twarzy Dziewicy! - nigdzie indziej nie spotykana. Pięknie wyraził to Rilke w wierszu "Zwiastowanie Marii":

"To wiedz, że pojawienie się anioła
bynajmniej nie strwożyło jej. Jak zgoła
nie lęka panien, kiedy się po kątach
blask słońca lub księżyca nocą krząta,
podobnie też nie spadła trwoga na nią,
gdy w izdebce jej pojawił się anioł".

* - W. Łysiak "Malarstwo białego człowieka", tom II, str. 101.

Zapraszam też do mnie

środa, 9 listopada 2011

Zamek, Most, Archanioł i dziesięć aniołów, czyli anielski Rzym-część I

W Rzymie jest sporo miejsc, w których mieszkają anioły, ale miejscem, w którym można ich spotkać wyjątkowo dużo jest Zamek i Most Św. Anioła. To dzięki ich obecności to miejsce ma dla mnie szczególny klimat. Przebywając w pobliżu Zamku czuję ich kojącą obecność. Może to dzięki nim bez obaw przechadzam się po zmroku nad Tybrem.
Castel Sant` Angelo, (Zamek Św. Anioła) jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych budowli Rzymu. Cylindryczna budowla z tufu i trawertynu o średnicy 65 metrów dziś nazywana Zamkiem Św. Anioła pierwotnie stanowiła grobowiec - mauzoleum Cesarza Hadriana, jego rodziny i następców. Wybudowane w 135 r. n.e. mauzoleum w ciągu wieków pełniło różne funkcje; fortecy, fragmentu fortyfikacji miejskich, budowli obronnej, więzienia, a także papieskiej rezydencji połączonej zadaszonym przejściem „passetto” z Pałacem Watykańskim.
Swoją nazwę Zamek zawdzięcza wydarzeniu, które jak głosi legenda miało miejsce w 509 r. Podczas dziesiątkującej ludność Europy zarazy papież Grzegorz I Wielki prowadzący błagalną procesję ujrzał na szczycie budowli postać Anioła, (jedne podania mówią, iż był to archanioł Michał, inne, że był to Archanioł Gabriel), chowającego skrwawiony miecz do pochwy. Miało to oznaczać, iż udało się przebłagać Pana Boga i nadszedł koniec epidemii.
Na znak wdzięczności kolejni papieże polecili wznieść na szczycie kaplicę Świętego Anioła w Niebie oraz zwieńczyć zamek posągiem Anioła, który będzie przypominał o tym wydarzeniu. Odtąd dawne Mauzoleum Hadriana nosi nazwę Zamku Św. Anioła. W zamku znajduje się watykańskie muzeum broni połączone z kolekcją rzeźby i malarstwa (sporo tu dekoracji w stylu pompejańskim), znajdują się także apartamenty papieskie (m.in. Klemensa VII, który przebywał tu podczas sacco di Roma. Wewnątrz znajduje się spiralny korytarz, po którym kiedyś wjeżdżało się konno po wyższy poziom. Z górnego tarasu spod posągu Archanioła rozciąga się wspaniały widok na Plac Św. Piotra, Bazylikę i kolumnadę Berniniego.
Brązowa rzeźba stojąca na szczycie Zamku przedstawiająca Anioła z rozpostartymi skrzydłami chowającego miecz do pochwy pochodzi z II połowy XVIII wieku i zastąpiła wcześniejszy renesansowy posąg, znajdujący się dziś na zamkowym dziedzińcu.
Od nazwy Zamku pochodzi też nazwa prowadzącego doń mostu, pierwotnie zwanego Pons Aelius (od drugiego imienia cesarza Hadriana), dziś Mostu Świętego Anioła.
Dzisiejszy Ponte Sant` Angelo został na polecenie papieża Klemensa IX ozdobiony balustradą i posągami dziesięciorga aniołów.
Ich wykonanie polecono samemu Berniniemu i jego współpracownikom. Trzymający narzędzia męki pańskiej aniołowie stoją na straży symbolicznej drogi krzyżowej prowadzącej z Mostu Anioła poprzez Via Conzilazione do Bazyliki Św. Piotra.
Z dziesięciu znajdujących się tutaj aniołów jedynie dwa są dziełem Berniniego; Anioł z napisem INRI oraz anioł z koroną cierniową. Te dwa posągi tak bardzo spodobały się papieżowi, iż zlecił sporządzenie ich kopii, a oryginały powędrowały do jego prywatnej kolekcji. Dzisiaj znajdują się one w kościele Sant'Andrea delle Fratte.
Anioły, jak przystało na mistrza baroku przyobleczone są w zwiewne szaty, a narzędzia męki pańskiej trzymane są niczym teatralne rekwizyty.
Moimi ulubionymi są dwa Anioły znajdujące się najbliżej wejścia do Zamku.
Zdjęcia: 1. Castel Sant1 Angelo, 2. Archanioł na szczycie Zamku, 3. "Mój Anioł opiekuńczy", 4. Ponte Sant1 Angelo

niedziela, 6 listopada 2011

Zakochany Anioł film Beresia i Więcka

Zakochany anioł jest filmową kontynuacją losów zesłanego na ziemię Anioła Giordano (Anioł w Krakowie). Szczęśliwą egzystencję Giordano (Krzysztof Globisz) w malowniczym otoczeniu krakowskich uliczek przerywa nagła utrata nadprzyrodzonych zdolności. Szok wywołany okryciem męskiej natury powoduje umieszczenie Giordano w szpitalu psychiatrycznym. Z pomocą przychodzą kloszardzi; Szajbus (Jerzy Trela) oraz Lupin (Janusz Gajos), a lekarstwem na anielskie załamanie ma być dostarczenie Giordano ziemskich uciech. Prawdziwy ratunek przynosi jednak miłość, która potrafi zakochanych w anioły przemieniać.
„Zakochany Anioł” to piękna poetycka baśń ze sporym ładunkiem komizmu. Sceny; usiłowania nawiązania kontaktu telefonicznego z Niebem, wykładu gosposi na temat sukcesów w miłosnych podbojach, ukarania niewiernego kochanka czy uwolnienia Giordano ze szpitala wzbudzą uśmiech na niejednej twarzy.
Film balansuje na granicy dobrego smaku, ale moim zdaniem tej granicy nie przekracza. Krytykowana przez wielu widzów i krytyków za nazbyt hollywoodzki charakter finałowa piosenka stanowi jedyny, nieco przejaskrawiony akcent filmu.
Akcja filmu toczy się w magicznym klimacie Krakowskich uliczek, jedynie na chwilę, jakby dla przeciwwagi przenosząc nas do wielkomiejskiej Warszawy.
Dla mnie największym atutem filmu są fantastyczna obsada. O Krzysztofie Globiszu (sympatycznym mężczyźnie o anielskim sercu) pisałam przy okazji recenzji Anioła w Krakowie. W Zakochanym Aniele mistrzowski duet stworzyli panowie Trela i Gajos. Ponieważ reżyser wysłał Giordano w podróż do stolicy nie mogło zabraknąć tradycyjnych krakowsko-warszawskich uszczypliwości. Niezłe role zagrały także Anna Radwan (pani psycholog Roma) oraz Marta Bizon (gospodyni Irenka).
Filmowi towarzyszy bardzo dobrze dobrana muzyka (poza ostatnim utworem).
Z całego filmu najlepiej zapamiętałam przypowieść, jaką pani psycholog opowiedziała Giordano.
W starożytnych Indiach władca skazał na śmierć człowieka. Człowiek prosił o darowanie życia, na co władca mówi – dobrze, daję ci rok czasu, jeśli przez ten rok nauczysz latać mojego konia daruję ci życie.
Kiedy człowiek wrócił do domu żona rozpaczała, co teraz będzie, co teraz będzie… Na to człowiek odrzekł; nie martw się- rok, to bardzo dużo czasu, król może umrzeć, koń może zdechnąć, a może koń rzeczywiście nauczy się latać.

Kiedy dostaję w pracy do wykonania zadanie, które jest nierealnym w tak krótkim czasie (a najczęściej dostajemy właśnie takie zadania) mówię sobie, że przez ten czas wiele się może zdarzyć .. król może…, koń może…, a może ja nauczę się latać.

czwartek, 3 listopada 2011

Anioł w Krakowie film Beresia i Więcka

„Anioł w Krakowie” to poetycki film spółki Więcek „Baron” i Bereś o losach zesłanego na ziemię anioła Giordano. W rolę niesfornego, rozczochranego, łobuzerskiego, bardziej ludzkiego niż anielskiego anioła wcielił się Krzysztof Globisz.
Giordano kocha muzykę Elvisa i zamiast śpiewać w anielskich chórach woli wyskoczyć do Czyśćca i porozmawiać z ludźmi. Niezdyscyplinowany Anioł zostaje za karę zesłany na ziemię. Każdego dnia ma spełnić chociaż jeden dobry uczynek.
Zamiast do "depresyjnej", pomarańczowej Holandii trafia do Polski, do Krakowa. Giordano, początkowo niezadowolonemu z miejsca zesłania, z chwilą, kiedy poznaje je lepiej, zaczyna się coraz bardziej podobać na ziemi.
Anioł w ludzkiej postaci jest nieco naiwnym dużym dzieckiem, pełnym optymizmu i wiary w ludzi. Podczas swej ziemskiej wędrówki napotyka wyjątkowo dziwacznych osobników, z których najbardziej charakterystycznym jest kloszard Szajbus. W rolę Szajbusa wcielił się Jerzy Trela.
Gra aktorska obu panów to prawdziwy majstersztyk. Gdybym miała wyobrazić sobie anioła w ludzkiej postaci miałby on wygląd pana Krzysztofa; ciepły, pogodny, „misiowaty”, wzbudzający zaufanie i sympatię. a jednocześnie nie przesłodzony. Przeciwwagą postaci Giordana jest Szajbus. Ksywka mówi sama za siebie. Budzący początkowo śmiech, ale i obawę dziwak z czasem odkrywa swoje prawdziwe oblicze. Pan Jerzy gra bardzo przekonywająco postać krakowskiego kloszarda, który miał swój pierwowzór w rzeczywistej postaci.
Film ma jeszcze jednego bohatera, a jest nim Kraków, piękny, klimatyczny, magiczny Kraków z Rynkiem, kościołem Mariackim, Sukiennicami, Plantami, Wisłą. Premiera filmu miała miejsce w 2002 r. Anioł w Krakowie jest obrazem wyjątkowym, nie dającym się sklasyfikować. Stanowi on alternatywę dla produkcji kinowej, w której królują filmy sensacyjne, romantyczne komedyjki czy ambitne, czasami nazbyt ambitne kino.
„Anioł w Krakowie” to film prosty, ale nie naiwny (choć naiwny jest jego bohater). Bo o rzeczach ważnych i istotnych najlepiej mówić prostymi środkami wyrazu. Przesłanie filmu zawiera się w stwierdzeniu, iż anioły są wśród nas, trzeba tylko dobrze się rozejrzeć.
„Anioł w Krakowie” został hojnie obsypany różnymi nagrodami m.in. Nagrodą Prezydenta Miasta Gdyni (najlepszy debiut aktorski-Ewa Kaim), Nagrodą Video Studio Gdańsk (najlepszy film komediowy) oraz nagrodą za najlepszy debiut reżyserski dla Artura Więcka. Nominowany był również do Złotych Lwów.
Kontynuacją losów sympatycznego Giordano jest „Zakochany anioł”.