niedziela, 15 kwietnia 2012

Santa Maria degli Angeli w Rzymie, czyli anielski Rzym część 3

Ilekroć odwiedzam włoskie świątynie odnoszę wrażenie, iż jestem w galerii sztuki, tyle tu dzieł malarzy, rzeźbiarzy i architektów, tych wielkich i tych mniej znanych, a także tych bezimiennych. Tym razem swoje przywitanie z miastem rozpoczęłam od Bazyliki Matki Boskiej Anielskiej i Męczenników. Co mnie tu przywiodło? Oczywiście anioły. Świątynia pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej kusiła obietnicą spotkania aniołów, a dodatkowym argumentem przemawiającym za odwiedzinami było nazwisko jej pierwszego architekta. Rzym ma więcej świątyń niż dni w roku, a ja mam w nim takie, które mnie do siebie przyzywają, które odwiedzam kilkakrotnie i takie, o których zapominam niemal natychmiast po wyjściu. Do Bazyliki Matki Boskiej Anielskiej zaglądałam kilkakrotnie. Jedna z moich wizyt w świątyni przypadła w pochmurny, deszczowy dzień. Wewnątrz było niemal pusto, szare niebo prześwitywało przez dachowe okna świątyni. A ja siedząc na ławeczce czułam ciszę, spokój i przepływający przeze mnie czas. Czas i muzykę. Nieopodal odbywała się próba chóru. Mogłam więc imaginować sobie, że braciszkowie śpiewają tylko dla mnie. I po raz kolejny będąc w Rzymie uświadomiłam sobie, jakim egoistą jest człowiek, a przynajmniej niektóry człowiek. Chciałby mieć tylko dla siebie i Plac Świętego Piotra i piękne, barokowe fontanny i starożytne ruiny Forum i Palatynu i wszystkie Muzea i galerie.
Bazylika powstała na terenie największego kompleksu rekreacyjnego starożytnego Rzymu - Term Dioklecjana, czyli publicznych łaźni, basenów, ogrodów i bibliotek. Po okresie świetności Term (II i III wiek naszej ery) powoli popadły one w ruinę, aby stać się kilka wieków później składowiskiem materiałów budowlanych. W XVI wieku papież Pius IV, zleca Michałowi Aniołowi wybudowanie na ruinach antycznej budowli chrześcijańskiej świątynię. Jak w przypadku wielu innych znanych budowli, tak i z powstaniem bazyliki wiąże się legenda. Impulsem do jej budowy miało być ujrzenie wśród ruin dawnych łaźni przez pewnego sycylijskiego księdza postaci anioła. Papież uznał to za znak od Boga i zlecił budowę. Michał Anioł dokonując przeróbki antycznych pozostałości w bazylikę postanowił ograniczyć ilość zmian do niezbędnego minimum wykorzystując ruiny, jako fasadę budynku. Aby osuszyć wnętrze podniósł poziom posadzki o dwa metry i zrównał go z poziomem ulicy. Przedsionek umieścił w miejscu dawnego tepidarium (basenu z ciepłą wodą). Jak większość świątyń i ta nie uniknęła przeróbek, wprowadzono kolorowe marmury, ornamenty, obrazy, co zaprzepaściło pierwotny zamysł jej twórcy. Jednak pomimo tego, że dzisiejsza świątynia niewiele ma wspólnego z wizją geniusza renesansu jest ona ze wszech miar godna odwiedzin. Bazylika położona jest przy Placu Republiki, vis a vis pięknej fontanny Najad. Do wnętrza prowadzą oryginalne wrota ze złoconego brązu, wykonane przez artystę polskiego pochodzenia Igora Mitoraja. O ich oryginalności stanowią zatopione (uwięzione) w materii postacie anioła (dobrej nowiny) i Maryi.
Zarówno anioł jak i Maryja są okaleczeni, bez rąk, a jednak ich twarze są pogodne, nie ma w nich cierpienia. Podobne drzwi zaprojektował nasz rodak dla warszawskiej świątyni Jezuitów na Starym Mieście. Dopiero znajdując się wewnątrz można dostrzec ogrom budowli. Świątynia wybudowana została na planie greckiego krzyża (tj. krzyża o równej długości ramionach) i sprawia ona wrażenie niezwykle przestrzennej. Od razu po wejściu spotykam anioły; najpierw po prawej stronie, na granitowej piramidzie, udziwniony nowoczesny, brązowy anioł, następnie pomiędzy przedsionkiem a nawą główną dwa białe, marmurowe anioły trzymające aspersorium (naczynia z wodą święconą). A potem kolejne w posągach i na obrazach. Nie mogło przecież zabraknąć aniołów w świątyni pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej. No i oczywiście, jak zwykle w nowo odwiedzanej świątyni wzrok biegnie ku sklepieniu. Jest na co popatrzeć; piękne malowidła na sklepieniu transeptów (naw poprzecznych) i krzyżowe sklepienie nawy głównej, a kiedy jeszcze pomyśli się, iż na to sklepienie tak samo patrzyli nasi przodkowie sprzed kilkunastu wieków można poczuć się po raz kolejny ogniwem w łańcuchu pokoleń. Kiedy już zaczyna cierpnąc kark od wznoszonej ku górze głowie wzrok pada na posadzkę, a ta jest niezwykle dekoracyjna. Zdobi ją zegar słoneczny z początku XVIII stulecia, zwany meridianą papieską (najdokładniejszym urządzeniem odmierzającym czas). Meridiana umieszczona w tym miejscu ma być symbolicznym zwycięstwem kalendarza chrześcijańskiego nad pogańskim. Na marmurowej posadzce znajdują się kolorowe znaki zodiaku. W lewym transepcie wzrok przyciągają ogromne organy.Jaka szkoda, że nie mogłam posłuchać ich melodii, może następnym razem. Bazylika jest poświęcona także chrześcijańskim męczennikom, tym znanym i nieznanym. Stanowi ona też osobisty pomnik papieża Piusa IV i miejsce jego spoczynku (apsyda).
Na tyłach kościoła znajduje się Museo delle Terme di Dioclecjano (z licznymi figurami, sarkofagami, inskrypcjami). Bazylika była miejscem między innymi takich ceremonii, jak śluby Wiktora Emanuela, księcia Neapolu - późniejszego króla Włoch (1896 r.), czy Emanuela Filiberta, księcia Wenecji i Piemontu (2003 r.). Siedząc w bazylice zasłuchana w śpiewy chóru stawałam się częścią tego miejsca, a towarzyszyło mi poczucie bezpieczeństwa i spokoju, to którego tak bardzo nam brak na co dzień. I chyba właśnie tego, poza pięknymi dziełami sztuki poszukuję we włoskich kościołach. Byc może to zasługa wszechobecnych tutaj aniołów? Zdjęcia: 1. fasada Bazyliki, 2. Jeden z marmurowych aniołów podtrzymujący naczynie ze święconą wodą 3. Wrota dzieło Igora Mitoraja z aniołem zwiastującym Maryi 4 Nowoczesny anioł w przedsionku świątyni

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Trucicielka - Eric - Emmanuel Schmitt

"Trucicielka" to zbiorek czterech opowiadań, z których jedno ma w tytule anioła.
"Koncert Pamięci anioła" - dwóch rywali, początkujących utalentowanych muzyków, jedno tragiczne wydarzenie, później całkowita odmiana losów. Pomysł był świetny, co jednak z tego wyszło?

Więcej o całej książce można przeczytać tutaj.

Coś na razie te moje spotkania z aniołami takie bardziej "przypadkowe są. A to anioła właściwie nie ma (jak tutaj), a to pojawi się w przebraniu zwykłego człowieka (jak w przypadku "Florenckiego lata"). Ciekawe, kiedy trafię na bardziej "anielską" książkę?

piątek, 6 kwietnia 2012

"Szeptem" Becca Fitzpatrick



„Szeptem” jest to debiut amerykańskiej autorki, który od razu po premierze znalazł się na liście bestsellerów "The New York Times". Autorki, która dla pisarstwa rzuciła służbę zdrowia i dzięki temu teraz możemy czytać i podziwiać talent tej autorki.

Przy tej książce zarwałam kilka nocy, bowiem tak bardzo mnie wciągnęła, że nie mogłam przestać jej czytać. Mówiłam sobie „Tylko jeden rozdział i biorę się do nauki”, a tak naprawdę to było kilkanaście rozdziałów. Dla mnie ta książka jest cudowna, ale nie znajduję się, jako jedyna na najwyższym miejscu na podium.

Polubiłam bohaterów tej powieści. Oczywiście najlepszy był jak dla mnie Patch. Tym chyba nikogo nie zdziwię. Mroczny, tajemniczy i jak dla mnie przyciągający. Coś w stylu Damona z serialu „Pamiętniki Wampirów” (powołuję się na serial, bo książek niestety jeszcze nie czytałam). Do głównej bohaterki Nory nic nie mam, bo nie była ona wkurzająca tak jak niektóre główne bohaterki paranormal romance.

Wartka i niebanalna akcja, a do tego dawka humoru nie pozwala czytelnikowi na nudę. Nie raz śmiałam się z dialogów czy sytuacji przedstawionych w utworze. Zagadka, która nadała mu jeszcze większej tajemniczości jeszcze bardziej mnie wciągnęła w tej książce. Nie mogłam domyślić, kim jest ta osoba. A kiedy wreszcie nadszedł ten moment, oniemiałam z wrażenia. Nigdy bym się nie domyśliła, że to o tego bohatera chodziło.

Przyznam, że pani Fitzpatrick wykonała kawał dobrej roboty. „Szeptem” był moją pierwszą książką o tematyce upadłych aniołów. Chociaż nie są one wyraźnie zarysowane i nie pojawia się jakieś wytłumaczenie skąd się wzięły, ale kto wie? Może taką opowieść zaserwuje nam autorka w następnych częściach, które już czekają wypożyczone na półce. Nie mogę się już doczekać, aby znów zatopić się w świat Nory i Patcha. A co do oprawy graficznej, co tu dużo mówić? Bardzo mi się podoba, tak samo jak okładki kontynuacji tej serii. :)

„Pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.”


Recenzje całej serii na moim blogu: 

1. Szeptem
2. Crescendo
3. Cisza
4. Finale (polska premiera 07.11.2012)

piątek, 30 marca 2012

Pod mocnym aniołem Jerzy Pilch, czyli studium nałogu


Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.
Jest to moje pierwsze spotkanie z pisarzem i chyba jestem zaprzeczeniem tezy, iż J.P. albo się uwielbia, albo się nienawidzi. We mnie powieść nie wzbudziła aż tak skrajnych emocji.
Ale ad rem. Pod mocnym aniołem to powieść pijacka. Powieść napisana przez osobę mającą problemy z alkoholem, o osobach pijących, ale nie koniecznie dla osób uzależnionych. Droga od nałogu do wyleczenia jest ciężka, uciążliwa i wysłana oceanem napojów wysoko i nisko procentowych i najczęściej jest to ślepa uliczka. Dla głównego bohatera - narratora życie jest jedną, wielką libacją alkoholową, przerywaną od czasu do czasu pobytami na oddziale deliryków.
Dlaczego pijesz? .. . Nie wiem- odparłem. Nie wiem, a raczej znam tysiąc odpowiedzi. Żadna z nich nie jest do końca prawdziwa i w każdej jest łut prawdy. Ale też nie da się do końca powiedzieć, że w sumie tworzą one jakąś jedną wielką, całą prawdę. Piję, bo piję. Piję, bo lubię, piję, bo się boję, piję, bo jestem obciążony genetycznie. Wszyscy moi przodkowie pili. Pili moi pradziadowie i dziadowie, pił mój ojciec i piła moja matka (….) Piję, bo mam słaby charakter. Piję, bo coś mi się przestawiło w głowie. Piję, bo jestem zbyt spokojny i chcę się ożywić. Piję, bo jestem nerwowy i chcę uspokoi nerwy. Piję, bo jestem smutny i chcę rozweseli c duszę. Piję, kiedy jestem szczęśliwie zakochany. Piję, bo daremnie szukam miłości. Piję, bo jestem zbyt normalny i potrzebuję odrobiny szaleństwa. Piję, gdy coś mnie boli i chcę ukoić ból. Piję z tęsknoty za kimś i z nadmiaru spełnienia….
Książka może zachwycać formą, jest dobrze napisana, a jednak czegoś mi w niej zabrakło. Odnoszę wrażenie, że autor tak na zimno, beznamiętnie popisuje się umiejętnościami warsztatowymi i ten popis jest celem samym w sobie, ja nie odnajduję w niej emocji. Mogłabym przyznać, iż taka konwencja książki jest zamierzonym zamysłem twórcy, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że jest inaczej. Autor (narrator) drażni mnie swym przekonaniem o własnej niezwykłości. Ale z drugiej strony, skoro narrator jest alkoholikiem, to być może utożsamia się tutaj pijak z pisarzem, a pisarz z pijakiem. Może dlatego nie bardzo podoba mi zarówno główny bohater, jak i jego historia. Mało wiarygodne jest dla mnie też „happy-endowe” zakończenie. Zdecydowanie bardziej podobały mi się historie kolegów – alkoholików. Ich postacie są bardzie wyraziste, a ich historyjki pomimo ponurego wydźwięku chwilami potrafią nawet rozśmieszyć, choć generalnie książka ma przygnębiający i smutny wydźwięk.
A związek z aniołem? Po pierwsze „Pod mocnym aniołem” to nazwa knajpy, w której spotykają się alkoholicy. Po drugie anioł jest tutaj przedstawiony, jako ten, który pilnuje, aby człowiek nie przestał pić. Nieco to przewrotne, ale ponieważ filozofia pijacka jest filozofią pokręconą, to dlaczego by anioła nie obarczyć winą za picie. Po trzecie - aniołem może być kobieta, która ma zbawienny wpływ na bohatera.
„Gdziekolwiek oblicze swe obrócisz, którąkolwiek ze ścieżek wiodących przez grzęzawiska wybierzesz, wszędzie natknąć się możesz na anioła z mieczem ognistym, i przemówi anioł do ciebie (a głos jego będzie jak głos wielu wód), zapyta; czemu nie pijesz bracie mój? I ty bracie mu odpowiesz, że nie pijesz, bo nie masz takiej potrzeby, albo, że nie pijesz, bo ci wódka nie smakuje, albo nie daj boże odpowiesz, że nie pijesz, ponieważ nie potrzeba ci żadnych sztucznych podniet, albo coś równie głupiego powiesz, że nie pijesz, bo świetnie sobie radzisz, bez alkoholu, jeśli ty grzeszny człowiecze w naiwności, ale i bezczelności swej coś takiego powiesz, to wiedz, surowa kara cię spotka. A jak mówi pismo karą za grzech jest śmierć”.

Kiedy czytałam wywód autora, dlaczego pijak pije przyszedł mi na myśl inny cytat z mojej ulubionej książki.
Co tu robisz? - Zapytał Pijaka, którego zastał siedzącego nad baterią pustych i baterią pełnych butelek.
Piję - odparł Pijak ponurym tonem.
Dlaczego pijesz? – spytał Mały Książę.
Żeby zapomnieć - odrzekł Pijak.
Żeby zapomnieć co? – zaniepokoił się Mały Książę, któremu zrobiło się go żal.
Żeby zapomnieć, że mi wstyd – przyznał się Pijak schylając głowę.
Wstyd z jakiego powodu?- chciał wiedzieć Mały Książę, gdyż pragnął mu pomóc.
Wstyd, że piję!- zakończył rozmowę Pijak i definitywnie pogrążył się w milczeniu.
A Mały Książę odszedł zszokowany.
Dorośli są naprawdę bardzo, bardzo dziwni- myślał Mały Książę.


Reasumując mam mieszane uczucia, bo trochę mi się podobało, a trochę mi się nie podobało i szczerze mówiąc nie wiem, czy sięgnę w najbliższym czasie po prozę Jerzego Pilcha.

środa, 14 marca 2012

"Anioły i owady" - A.S.Byatt

Zazwyczaj nie chce mi się pisać o książkach z internetowych klubów dyskusyjnych, po co, skoro za chwilę książka zostanie pocięta na plasterki, obejrzana z każdej strony, a do tego jeszcze poddana serii analiz chemicznych (chodzi oczywiście o przetestowanie chemii książka-czytelnik).
W przypadku "Aniołów i owadów" zrobię jednak wyjątek, a to ze względu na wyzwanie anielskie. Książka przenosi nas w czasie do epoki wiktoriańskiej. Wielka Brytania tego okresu to najmodniejsze ostatnio literackie dekoracje. Żeby nie ostać oskarżonym o mało twórcze podejście współcześni pisarze na siłę "odbrązowiają" dawne czasy, pisząc o ciemnych stronach epoki. Taki np. Michael Faber, modny kilka lat temu, bohaterką swojej powieści "Szkarłatny płatek i biały" uczynił prostytutkę. Szkoda, że nie poszedł w swoim realizmie trochę dalej, postać jest mało wiarygodna, jej perypetie sprawiają wrażenie wyssanych z palca, a książka jakocałość sprawia wrażenie wysilonej. Nie ma tego problemu A.S. Byatt. Wszelkie kontrowersyjne tematy porusza lekko i naturalnie, przesadnie ich nie celebrując. Nie poprzestaje jednak na samej warstwie obyczajowej, oprócz tego gruntownie dokształca czytelnika, inna sprawa, że w dość niszowych dziedzinach wiedzy. W części "owadziej" (opowiadanie "Morpho Eugenia" dowiemy się wiele o życiu i zwyczajach motyli i mrówek a do tego autorka zmusi nas do ustosunkowania się do ekscytującego wielu protestantów sporu: teoria ewolucji czy kreacjonizm.
"Anioł małżeński" to dwa tematy: spirytyzm wraz z angelologicznymi koncepcjami Swedenborga, który stworzył koncepcję płciowego anioła jako wyższego stadium rozwoju ludzkiej duchowości. Hm, jak dla mnie, było to zakręcone niczym słoik z dżemem i z dużym wewnętrznym oporem czytałam partie poświęcone tej pseudoteologii. Ciekawsze nieco były losy rodziny Tennysonów, a konkretnie fascynacji rodzeństwa (poety Alfreda i jego siostry Emily) młodo zmarłym poetą Arthurem Hallamem. Trudno mi powiedzieć, czy erudycja Byatt jest zaletą czy wadą jej prozy. Chyba zależy to od zainteresowań. Natomiast plusy, które przyciągną każdego, to lekkie pióro oraz umiejętność konstruowania zaskakujących postaci i sytuacji.

Uwaga: książka będzie omawiana 19/03 w klubie czytelniczym Maioofki. Zapraszam do śledzenia dyskusji.

środa, 29 lutego 2012

Anioł Ariel z obrazu Madonna wśród skał


Obraz znajduje się w Luwrze w Wielkiej Galerii (199 x 122 cm). Namalowany został w latach 1483-1490.
Tutaj pisałam na temat obrazu Madonna wśród skał Leonarda da Vinci. Nazywany on jest także Madonną w grocie albo Madonną z Dzieciątkiem, małym św. Janem i aniołem. Kryje w sobie wiele zagadek, począwszy od genezy powstania dzieła i jego londyńskiej repliki, aż po ukryte znaczenia dzieła. Jaką symbolikę kryją przedstawione na obrazie postacie, ich spojrzenia i gesty dociekają badacze. Prawda niestety odeszła w cień przeszłości wraz z jej mistrzem, który nie pozostawił po sobie dokumentacji.
My możemy jedynie snuć przypuszczenia.
Dzieło przedstawia piramidalną kompozycję Maryi, małych Jezusa i Św. Jana oraz Anioła Ariela. Centralną postacią obrazu jest Madonna, ale kogo obejmuje Matka Boska, a nad kim trzyma wyciągniętą dłoń budzi wątpliwości badaczy. Jedni twierdzą, iż obejmuje małego Św. Jana, bo na londyńskiej replice dziecię to trzyma laskę krzyżowca (atrybut tego świętego), inni, że obejmuje swego syna macierzyńskim gestem i próbuje anulować gestykulację małego Jana (błogosławiącego Jezusowi) i anioła (wskazanie na Jezusa), co wieszczy męczeńską śmierć jej syna.


W zależności od tego, który z chłopców znajduje się w objęciu Maryi, a nad którym trzyma dłoń inna będzie interpretacja roli anioła Uriela (Ariela).
Jeśli Anioł siedzi obok Św. Jana, którego jest opiekunem jego gest wyciągniętej w kierunku Syna Bożego dłoni może oznaczać proroctwo męczeństwa, jeśli zaś siedzi obok małego Jezusa gest ten może stanowić przecięcie linii życia trzymanej przez Matkę.
Jakby nie patrzeć na obraz - Anioł pełni tu rolę tajemniczą i intrygującą, przepowiada przyszłe męczeństwo Jezusa. Mnie intryguje jego wzrok zwrócony gdzieś w kierunku widza, jakby anioł chciał nawiązać z obserwatorem nic porozumienia.
W całym otoczeniu przeważają ciemne, ponure barwy skalnej groty. Jedynie na twarze, dłonie i nagie ciałka dziatek pada światło, które wydobywa ich z mroku. Panująca wewnątrz groty ciemność ma wyobrażać zło, które rozprasza obecność świętych. Obraz jest w tym charakterystycznym dla okresu renesansu lekkim zamgleniu. Jedynym żywym kolorem mieni się szata Ariela.
Madonna wśród skał należy do moich ulubionych obrazów Leonarda da Vinci z powodu mistyczności, tajemniczości i wzroku anioła, który stara się coś mi przekazać.

wtorek, 14 lutego 2012

"Aniołowie zniszczenia" Keith Donohue

 
 
Mam wielką słabość do aniołów i wszystkiego co z nimi związane, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po tę książkę. Anioły a rozum, anioły a wiara - czy można to w ogóle powiązać? Nasz rozum ciągle jest poddawany testom na logikę i obserwację, zjawiskom, które dają się udowodnić. "Natomiast wiarę testują nasze pragnienia i chęci. Nie można zobaczyć wiary tak, samo jak nie  można nalać do kielicha nadziei i miłości." [str.317] Podobnie jest z aniołami - posłańcami Boga. Wierzymy w nie, choć nie możemy ich zobaczyć, czujemy, choć nie możemy dotknąć; "nasze anioły istnieją w otwartych sercach, jeśli tylko jest w nich wiara". [str.317]

Stany Zjednoczone, małe miasteczko w Pensylwanii, lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Pewnej mroźnej, styczniowej nocy na progu domu wdowy Margaret Quinn, pojawia się dziewięcioletnia dziewczynka z walizką. Osamotniona kobieta postanawia ją przygarnąć. Dziesięć lat wcześniej, jej córka - Erica uciekła ze swoim chłopakiem i przyłączyła się do ekstremistycznego ugrupowania nazywanego Aniołami Zniszczenia. Wtedy, w burzliwych latach siedemdziesiątych, pojawiło się wiele radykalnych ugrupowań, którym wydawało się, że tylko oni mogą zmienić świat na lepsze. Margaret nigdy nie straciła nadziei i każdego dnia czekała na powrót córki. Aż tu nagle (los, Opatrzność, nie wiadomo kto) przysyła jej małą dziewczynkę. Kobieta wśród sąsiadów i znajomych utrzymuje, że Norah jest jej wnuczką. Dziewczynka najpierw zaprzyjaźnia się z samotnym chłopcem-Seanem z sąsiedztwa. Natomiast w szkole demonstruje dziwne, nadprzyrodzone umiejętności, które rozpoczyna serię tajemniczych wydarzeń. 
"Zupełnie jak gdyby senna poświąteczna atmosfera ustąpiła miejsca świeżemu oddechowi nadchodzącej wiosny. Zaprzysięgli wrogowie zakopali topory wojenne. Dobiegły końca akty wandalizmu, dręczenie słabszych, sporadyczne, niczym nieusprawiedliwione awantury wszczynane przez najpopularniejszych uczniów w szkole. Nastał czas harmonii i spokoju, kiedy uczniowie Friendship School dostrzegli zmiany zaprowadzone przez nową koleżankę, która zadziwiła wszystkich swą prostotą i żarliwą chęcią do nauki. Jej krzywy uśmiech tchnął w lodowaty styczeń odrobinę radości, jak gdyby dziewczynka emanowała dziwnym blaskiem, wewnętrznym ciepłem, które rozpraszało mrok i chłód".  [str.64]  

Niestety wyjątkowość zawsze jest powodem zazdrości i zawiści, a Norah i jej tajemnicze zdolności  ściągają uwagę mieszkańców i kłopoty. Margaret zaczyna zastanawiać się kim naprawdę jest dziewczynka - czy, jak sama twierdzi aniołem? przypadkową sierotą? czarodziejką, wiedźmą, zdolną zatrzymać czas? oszustką? a może istotnie jest to dziecko jej marnotrawnej córki? Dlaczego wybrała akurat jej dom? Na dodatek koło domu kręci się tajemniczy mężczyzna w kapeluszu, który gorącym oddechem potrafi roztopić zamarzniętą szybę. 

Powieść składa się z trzech ksiąg, gdzie druga opowiada właśnie losy Eriki i jej  chłopaka-Wileya. Erica od początku wzbudziła u mnie sympatię i przy czytaniu 'kibicowałam' jej losom. Pomimo młodzieńczego buntu i fałszywej fascynacji, posiadała bogaty świat wewnętrzny. Ujęła mnie jej wrażliwość, obsesje i niezachwiana wiara w odkupienie poprzez walkę w szeregach tajemniczego ugrupowania, które zamiast wyzwolenia przynosi właśnie zniszczenie. Droga młodych kochanków na Zachód jest przerażająca, surrealistyczna i naznaczona przemocą. Niczym Bonnie i Clyde przemierzają bezdroża Ameryki, popadając w gorsze tarapaty. 

Ukazane zostały tu również: relacje między matką a córką, ich tęskny, pragnienia, konflikt pokoleń, nadzieja, którą się traci, aby ją na nowo odzyskać; relacje między siostrami, bo Margaret, w chwilach kryzysu, przychodzi  z pomocą siostra - Diane - "mimo dwuletniej różnicy wieku były sobie bliskie niczym bliźniaczki, a każda z nich odzwierciedlała, co najlepsze i najgorsze w drugiej". To ona podtrzymuje ją na duchu oraz 'reanimuje' gasnącą nadzieję. Idealna powieść na mroźne wieczory, urocza i trzymająca w napięciu, przywracająca wiarę w anioły. "Anioły są wszędzie, dziwne anioły; każda wiara ma swojego pośrednika. Małą dziewczynkę, starego człowieka, obcego na drodze, przyjaciela. Lepiej być ostrożnym i traktować każdego, jak gdyby był aniołem". [str.436] Kto wie, czy z takim aniołem nie mijałeś się na ulicy, ustąpiłeś mu miejsca w tramwaju, czy stałeś w kolejce w sklepie. Kto wie?
Podobno
"z każdym oddechem Bóg wypuszcza na świat anioła". 

Gorąco polecam!