poniedziałek, 18 lutego 2013

Aniołowie nas nie opuszczają - Eduard Martin

-->
Autor: Eduard Martin
Tytuł: Aniołowie nas nie opuszczają
Tytuł oryginalny: Andele Nas Neopousteji
Tłumaczenie: Andrzej Babuchowski
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2012
Stron: 192
ISBN: 978-83-7767-124-5
Moja ocena: 5/6

„Aniołowie nas nie opuszczą.
Czekają.
Czekają być może na to, że okażemy im swoje zaufanie.
Rzecz w tym, żebyśmy to my ich nie opuścili...
Nie zdradzili.” s.10

Eduard Martin to pseudonim Petriska Martina urodzonego w Pradze w 1951 roku czeskiego pisarza, poety, dramaturga i wydawcy. Dotychczas nakładem wydawnictwa WAM ukazały się jego książki „Radość dla duszy”, „Anielskie opowieści dla duszy” oraz „Babcie i aniołowie”.
„Aniołowie nas nie opuszczają” to zbiór krótki opowieści nie powiązanych ze sobą, żadną osobą, czy narratorem. Bohaterami tych opowiadań są zwykli ludzie, znani nam tylko z inicjałów. Poznajemy różne wydarzenia z ich życia, wydarzenia, które zmieniły ich sposób myślenia, wpłynęły na ich przyszłość, pozwoliły uwierzyć, że ktoś nad nami czuwa.
Autor porusza tutaj różną tematykę. Opowiada nam o pożegnaniu, śmierci czy radości. W humorystycznych słowach opowiada o przyjaźni, trudnych decyzjach, lęku oraz chorobie.
Te krótkie wypowiedzi, jakby wyrwane fragmenty życia różnych osób tchną nadzieją, że „nie ma przypadków. Jest Boża logika”. Pomagają nam uwierzyć w istnienie naszych Aniołów Stróżów.
Dzięki lekturze tej książki, znajdziecie wiele odpowiedzi na pytania dotyczące naszego życia i egzystencji. Uświadomimy sobie jak ważna jest rozmowa z drugim człowiekiem, życzliwość i dobre słowo.
„Człowiek myśli czasami, że sobie tylko od tak żyje, a tymczasem być może buduje swoją przyszłość.” s. 99
Poznamy jakie „anielskie znaki” dają nam osoby znajdujące się w naszym najbliższym otoczeniu, gdyż jak się okazuje, to właśnie nimi posługują się Aniołowie.
Dzięki tym opowiadaniom nauczymy się rozpoznawać takie właśnie znaki.
Bardzo spodobał mi się sposób pisania autora. Te krótkie formy zmuszają nas do refleksji nad życiem i jego przemijaniem. Skłaniają do przemyśleń, zmian swojego postępowania. Pozwalają nam uwierzyć w Opaczność Bożą i pogłębić naszą wiarę.
„Człowiek niekiedy zagra jakiś ton i nie zdaje sobie sprawy, w jak ważny ton uderzył, nie uświadamia sobie, że każdy ton może kiedyś powrócić i zmienić jego życie, że piękny ton może mu jego życie rozjaśnić.” s.81
„Aniołowie nas nie opuszczają” to książka której nie trzeba czytać od deski do deski. Można wybrać sobie dowolny tytuł opowieści i je przeczytać, można delektować się jej fragmentami.
„Kto umie słuchać opowieści o tych zdarzeniach, ten umie słuchać też głosu szczęścia...” s.75
To bardzo fajna książka do cytowania na katechezach. To również wspaniały prezent dla kogoś bliskiego. Bo oprócz bijącej z niej dobroci, to również pięknie wydana książka, w twardej oprawie i stonowanej okładce. Mi osobiście książka przypadła do gustu i z przyjemnością sięgnę po inne książki autora.

„Takie morze darów ma człowiek, a jednocześnie wystarczy jedna kropelka czegoś, czego nie ma, by nie zauważać tego bezkresnego morza...”

niedziela, 6 stycznia 2013

Zwiastowanie Simone Martini – czyli Anioł na Nowy Rok



Simone Martini i Lippo Memmi
Tempera na desce 184 cm na 210 cm,
Ok.1333 rok
Galeria Uffizi, Florencja.
Postanowiłam uczcić Nowy Rok wpisem dotyczącym Zwiastowania Simone Martiniego. Swoim blaskiem, dekoracyjnością, a jednocześnie subtelnością przywołującą na myśl japońskie miniaturki obraz idealnie się do tego nadaje. Powstałe dla katedry sieneńskiej Zwiastowanie jest dziełem dwójki artystów. Część środkową; Maryję i Archanioła namalował Martini, postacie boczne; świętego Ansana oraz św. Małgorzaty namalował jego szwagier Memmi. Obraz jest niezwykły, zarówno ze względu na treść jak i sposób jej przedstawienia. Przeważa kolorystyka złota; całe tło to złote, świetliste barwy. Złoto oznacza bogactwo. Tak malowano w średniowieczu.
Mimo to znajdujący się w centrum obrazu Archanioł Gabriel w lekko, rozwianej szacie koloru zbliżonego do otoczenia z gałązką oliwną w ręku i wieńcu na głowie nie rozpływa się z otoczeniem. A to pewnie jest zasługą linii Martiniego, która nadaje wyraziste kontury postaciom. Anioł klęcząc przed Maryją przekazuje jej Dobrą Nowinę. Obok niego stoi dzban z liliami. Piękne, kolorowe skrzydła uniesione są wysoko ku górze. Maryja w ciemnej skromnej szacie trzyma w ręku książkę - modlitewnik. W centrum obrazu znajduje się gołąb - symbol pokoju. I tu kończą się podobieństwa do innych przedstawień tematu. 

Zadziwia postać Marii, która w przeciwieństwie do innych postaci Matki Boskiej, nie przyjmuje słów anioła z wdzięcznością czy pokorą. Ona jest wyraźnie przestraszona, przerażona, wstrząśnięta, a najwłaściwszym określeniem byłoby „naburmuszona”. Stąd tak dziwna poza Maryi. Odchylona w bok, cofająca się przed nowiną, która złotymi zgłoskami wypływa z anielskich ust do jej uszu, osłaniająca się płaszczem. Wygięta w kształt litery S, niczym arabeska.
„Ma nachmurzoną minę, usta wygięte w podkówkę, i wcale jej nie spieszno do wypowiedzenia pokornego fiat. Zaskoczona, zmieszana panienka, dekolt zasłania płaszczem - ktoś mi tu coś mówi o jakimś dziecku?.. Bez męża? Znaczy, że co? Że ja … i nieślubne??” Tak opisuje postać Najświętszej Panienki Bożena Fabiani w Gawędach o sztuce (str.326-327). 

W zderzeniu z postacią Maryi postać anioła nie wywarła na mnie większego wrażenia. Tymczasem bracia Goncourt uznali jego postać za sataniczną z powodu „długiej, wężowatej szyi i dziwnie perwersyjnego piękna” (Wielkie Muzea. Uffizi- wydawnictwo Rzeczpospolitej str. 22). Długo przypatruję się postaci anioła i nie dostrzegam w nim żadnej perwersji, żadnego nieziemskiego piękna. No cóż, kanony piękna ulegają zmianom. 
Dostrzegam natomiast ogromną delikatność i zwiewność obu postaci. Cechuje je szlachetność. Żadnej pospolitości. Cały obraz pełen jest liryzmu i poetyki. Na co nie bez wpływu zapewne pozostaje słynna linia Martiniego.

"Podstawowym medium Martiniego była linia. Genialne prowadzenie linii – linii dekoracyjnej, rytmicznej, precyzyjnej, oszczędnej, choć wyrafinowanej, wreszcie cudownie melodyjnej. Mam na myśli melodyjność liryczną, a liryka to poezja. Martini przy całym swym bizantyjskim przepychu, jest dzięki czystości konturu i zwięzłości form- poetą nad wyraz intymnym. Jego sztuka pełna eleganckiej kaligrafii, lirycznej finezji i bogatej subtelności koloru, biorąca sobie za główny cel dekoracyjność, była swoistym średniowiecznym manieryzmem i sentymentalizmem w obrębie gotyckiej konwencji, lub może raczej „średniowieczną Secesją” o charakterze melancholijnym, jak fioletowa melancholia więdnących kwiatów” (W. Łysiak Malarstwo białego człowieka t.1 str. 70-72)
Zwiastowanie Martiniego to piękne połączenie sztuki Bizantyjskiej z Gotycką, a to oznacza, że  żyjący w latach 1284-1344 Martini, to kolejny mistrz pędzla wyprzedzający epokę.